Jeśli spodziewasz się kolejnego wywodu potępiającego ewolucjonizm jako próbę pozbycia się Stwórcy z dzieła stworzenia, to muszę Cię rozczarować, źle trafiłeś. Jeśli spodziewasz się, że dokonam przełomu i ten tekst pozwoli wreszcie pojednać skłócone światy kreacjonistów i ludzi nauki – również się zawiedziesz. Nie chcę także zabierać głosu w debacie naukowej, bo naukowcem nie jestem, jednak uważam się za chrześcijanina i z tej perspektywy chcę się wypowiedzieć.
Wierzę w jedynego Boga i w Jego Syna, Jezusa. Wierzę w to, że Biblia to Ich słowo skierowane do człowieka, które – jak jest wspomniane w drugim Liście do Tymoteusza – od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu (2 Tym 3:16). Słowo to spisane zostało przez ludzi natchnionych duchem Bożym. Ludźmi byli również tłumacze, dzięki którym możemy czytać tekst Biblii w naszym ojczystym języku. Wreszcie czytelnicy i interpretatorzy tej Księgi zawsze byli i będą tylko ludźmi.
Biblia mówi, że nie ma ani jednego sprawiedliwego, że wszyscy ludzie pełni są grzechu, że jedynie przez Chrystusa mogą zbliżyć się do Boga (Rzym. 3:10-24). Jak łatwo zauważyć czytając historie biblijne, nawet dobrzy i mądrzy ludzie popełniają błędy, także ci, którzy widzieli Boże cuda. Ludzka interpretacja Pisma Świętego również bywa niedoskonała, zwłaszcza tam, gdzie sam autor pozostawił nam pewne pole do domysłów (1 Kor. 13:9-10). Dlatego wierzący człowiek musi czerpać swoją wiedzę nie tylko od nauczycieli – autorytetów religijnych, ale bezpośrednio ze źródła – Biblii. Stwierdzenie to zdecydowanie nie jest obecnie aż takie odkrywcze, zdarzało się jednak w historii, że swoje wykładnie pisma siłą narzucali niektórzy ludzie i organizacje podające się za chrześcijańskie, a pewne osoby czy instytucje ogłaszano nieomylnymi w sprawach wiary. Niestety, nadal tak bywa.
Jak możemy przeczytać w wielu miejscach Ewangelii (np. Łuk. 22:24-27), nie jest to porządek ustanowiony przez Chrystusa w Jego Kościele, bo zasady tego porządku streszczają się w słowach: Nie czyńcie nic z kłótliwości, ani przez wzgląd na próżną chwałę, lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie (Filip. 2:3).
W moim życiu spotykam chrześcijan prezentujących zupełnie inną postawę, również w kwestii ewolucji. Wypowiadają się bardzo stanowczo, nie wgłębiając się zbytnio ani w naukowy ani teologiczny aspekt problemu i opierając się na zasłyszanych opiniach. Często kiedy słucham takich wypowiedzi, budzi się we mnie sprzeciw wobec ignorancji i, choć sam nie jestem od niej wolny, staram się ważyć swoje sądy przez wzgląd na to, jakie szkody mogą one wyrządzić.
Musimy sobie uświadomić, że kreacjonistyczna wizja powstania świata i życia oraz rozwoju gatunków (czy też jego braku) jest tylko interpretacją, próbą zrozumienia na ludzki, uproszczony sposób doskonałego Bożego dzieła. Spotykając się ze stanowczymi poglądami ze strony kreacjonistów, nie mogę oprzeć się wrażeniu wielkiej pychy, która nie przystoi chrześcijaninowi. Twórcy i propagatorzy tych teorii zdają się uważać, że zrozumieli w zupełności dzieło stworzenia i że uznanie ich punktu widzenia jest niezbędne do zbawienia. Uzurpują sobie prawo do jedynej słusznej interpretacji Biblii, a także chcą uchodzić za autorytety w dziedzinie nauki. Rozpowszechnianie swoich teorii traktują jako głoszenie ewangelii. Walczą z ewolucjonizmem, uważając go za źródło postępującej ateizacji społeczeństw i „korzeń wszelkiego zła”. Obawiam się, że osiągają skutek odwrotny. Zamiast przyciągać ludzi do Chrystusa, odpychają ich od Niego, na poczesnym miejscu stawiając przyjęcie ich własnej interpretacji Pisma. Dla wielu osób szanujących naukę ten punkt widzenia jest nie do zaakceptowania. Możemy mieć tu nawet do czynienia ze zgorszeniem, bo jeśli ktoś jest słaby – odpada od wiary, uznając – pod wpływem nauk tych głosicieli – że niemożliwe jest połączenie wiary w Boga z naukowym spojrzeniem na świat fizyczny. Sianie zgorszenia to ciężkie przestępstwo (Łuk. 17:1-2).
Chcę również zauważyć, że zło nie weszło na świat przez ewolucjonizm. Ateizm istniał wcześniej: Głupi rzekł w sercu swym: Nie masz Boga. Popsowali się, i obrzydliwą czynią nieprawość; nie masz, kto by czynił dobrze. Bóg z niebios spojrzał na synów ludzkich, aby obaczył, byłliby kto rozumny i szukający Boga. Aleć oni wszyscy odstąpili, jednako się nieużytecznymi stali: nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz, i jednego (Psalm 53). Pojawia się argument, że na skutek nauczania o ewolucji w szkołach, ludzie przestają wierzyć, nie potrzebują już Boga, że zmienia się proporcja osób deklarujących się jako wierzące i niewierzące, że świat oddala się od Boga. Biblia mówi, że nie jest to prawda – mówi, że zawsze tak było, że większość ludzi zwanych wierzącymi, w rzeczywistości nie posiadała wiary, a przy Bogu trwała tylko garstka – i nie potrzeba było wcale teorii ewolucji, by takie zjawisko wystąpiło (Mat. 15:8-9). Teraz staje się ono jedynie bardziej widoczne, w dużym stopniu ze względu na rosnącą ciągle swobodę wyznania, która obejmuje również swobodę niewiary. Przestaje istnieć obowiązkowe chrześcijaństwo, kościół oczyszcza się z ludzi, którzy zastąpili jeden zabobon innym, jeden posąg drugim, którzy nie szukali Boga, tylko bożka.
Jeśli człowiek chce słuchać o Chrystusie, nawraca się i wierzy w Boga, a bez wiary nie można podobać się Bogu; albowiem ten, co przystępuje do Boga, wierzyć musi, że jest Bóg, a że nagrodę daje tym, którzy go szukają(Hebr. 11:6).
Na drodze do Chrystusa człowiek nie może stawiać swojej interpretacji. Zwłaszcza takiej, która usiłuje się podpierać mądrością ludzką, bo jasne jest, że propagatorzy idei kreacjonistycznych opierają się na rozmaitych autorytetach naukowych. Można trafić na listę osób z czołówki świata nauki, które popierają kreacjonizm. Czy są to autorytety dla chrześcijan? Bo napisano: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a rozum rozumnych odrzucę. Gdzież jest mądry? Gdzież jest uczony w Piśmie? Gdzież badacz wieku tego? Izali w głupstwo nie obrócił Bóg mądrości świata tego? Albowiem ponieważ w mądrości Bożej świat nie poznał Boga przez mądrość, upodobało się Bogu przez głupie kazanie zbawić wierzących(1 Kor. 1:19-21).
Z Listu do Hebrajczyków (Hebr. 11:1-2) dowiadujemy się, że to przez wiarę (a nie dzięki rozmaitym „naukowym” teoriom) wiemy, że Bóg stworzył świat. Gdyby nauka była narzędziem do poznania Boga, to niepotrzebne byłyby objawienia, niepotrzebny byłby duch święty, niepotrzebne byłyby cuda, które czynili mężowie Boży. Wreszcie – niepotrzebny byłby Chrystus, który sam o sobie mówi: Jamci jest ta droga, i prawda, i żywot; żaden nie przychodzi do Ojca, tylko przez mię. Gdybyście mię znali, i Ojca byście też mego znali; i już go teraz znacie i widzieliście go(Jan 14:6-7).
Tylko Jezus jest drogą do Boga. Tworzona przez ludzi nauka o stworzeniu ani nie zbliża, ani nie oddala od Niego. Od Boga oddala grzech (Jak. 4:8). To zbyt proste dla wielu wierzących, wolą szukać innych winowajców, tworzyć nieraz złożone konstrukcje myślowe, aby tylko nie dostrzec, że nie rzeczy zewnętrzne, nie to, co wchodzi w człowieka, kala go, ale to, co wychodzi z jego serca. Bo grzech pochodzi z wnętrza człowieka (Mar. 7:14-23).
Wiecie zapewne, drodzy Czytelnicy, o tym, że napięcia na linii kościoły – świat nauki nie są współczesnym wynalazkiem. Dzieło Mikołaja Kopernika „O obrotach sfer niebieskich” uznano początkowo za sprzeczne z wiarą. Dzisiaj w nikim nie budzi sprzeciwu fakt, że niebo, które widzimy nad sobą, jest czymś poznawalnym. Rozkwita astronomia, człowiek postawił stopę na Księżycu. Te odkrycia nie zniszczyły chrześcijaństwa, wręcz przeciwnie – teraz lepiej rozumiemy cudowność Bożego stworzenia.
Jestem zdania, do którego – mam nadzieję – doszedłem na podstawie Słowa Bożego, że są rzeczy, których człowiek być może nie potrafi – i może wcale nie musi pojąć. Musimy jednak nauczyć się odróżniać swoje zdanie od zdania naszego Pana, któremu niech będzie cześć i chwała za wszystko, czego dokonał w swej mocy. Niech zgina się przed Nim wszelkie kolano, niech wszyscy ludzie oddają Mu cześć. Niech nadejdzie Jego królestwo i obyśmy mogli się w nim znaleźć.
Albowiem pewienem tego, iż ani śmierć, ani żywot, ani Aniołowie, ani księstwa, ani mocarstwa, ani teraźniejsze ani przyszłe rzeczy, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne insze stworzenie nie będzie nas mogło odłączyć od miłości Bożej, która jest w Jezusie Chrystusie, Panu naszym. (Rzym. 8:38-39)
© | ePatmos.pl