Gdy zazdrość zaślepia

07 sierpnia 2015

Gdy zazdrość zaślepia

Autor:
Łukasz Miller

Jak za czasów Jezusa głównymi oponentami Prawdy byli faryzeusze, tak za czasów apostołów taki prym wiedli saduceusze, którzy – jak podają Dzieje Apostolskie – wielokrotnie szukali sposobów by rozproszyć i zastraszyć naśladowców Jezusa. Ich opozycyjna postawa nie wynikała z teologicznego punktu widzenia czy innego spojrzenia na Prawdę. Spory jakie toczyli nie były na gruncie innego zrozumienia proroctw, ale na zupełnie innym – czysto ludzkim. Kiedy przemawiali do ludu, podeszli do nich kapłani i dowódca straży świątynnejoraz saduceusze oburzeni, że nauczają lud i głoszą zmartwychwstanie umarłych w Jezusie (Dzieje 4:1-2).

Saduceusze – podobnie jak wcześniej faryzeusze – nie analizowali słów Jezusa (jak Berianie), ale nie mogli ścierpieć tego, że ludzie słuchają zwykłych rybaków, a ich nie. Apostołowie czynili niesamowite cuda, mówili niesamowite rzeczy, pełne nadziei. Duch Święty w nich działał, jako potwierdzenie Bożego prowadzenia: Dowody [mojego] apostolstwa okazały się pośród was przez wielką cierpliwość, a także przez znaki i cuda, i przejawy mocy (2 Kor. 12:12). Niestety establishment nie patrzył na to w ten sposób. Oni widzieli show i zazdrościli uznania jakie mieli u ludzi Apostołowie.

Zazdrość i inne negatywne cechy, jakie są wymienione w Biblii, nie są nam obce. Każdy z nas, mający choć odrobinę samokrytycyzmu, przyzna, że zazdrości, ale z tym walczy, aby się Panu Bogu podobać. Te deklaracje składamy tak często przed samym sobą, że już to nie robi wrażenia: ot, automatyczna deklaracja wiary… Ale spójrzmy na skutki tej niby zwykłej i nikomu nie szkodzącej zazdrości.

Saduceusze byli oddzieleni od działania Ducha Świętego nie dlatego, że Bóg ich nie wybrał, ale dlatego, że ich zazdrość tak nimi owładnęła, że niczym w opętaniu nie słyszeli tego, co mówią Chrystusowi. Przegrali już na starcie, bo w licznych studiach Tory zapomnieli o swojej osobistej postawie, choć kwestie dziesięciny z kminku mieli rozłożone na czynniki pierwsze.

Ich postawa nie jest obca w dzisiejszych czasach. Ileż razy słuchamy wykładowców nie według klucza teologicznego, ale według klucza lubię/nielubię tego człowieka. Jeśli uważamy, że to co mówi brat zza mównicy jest nie warte uwagi, to czy przemawia za tym nasz osobisty stosunek do niego, czy raczej konkretne wersety (konkretne, a nie szukane na siłę dla podparcia naszej racji)? Jeśli krytykuję brata za jego wykład/rozważanie, to czy aby nie dlatego, że powiedział lepiej, podał głębszą myśl, a jego ‘warsztat’ jest zdecydowanie bardziej rozwinięty, niż mój własny i widzę, jak słuchacze patrzą na niego a jak na mnie?

A to wszystko, to może być zazdrość. A jeśli zazdrość, to brak miłości, a jeśli brak miłości, to niby gdzie w naszym sercu jest Bóg?

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl