Nergala darcie Biblii

03 maj 2013

Nergala darcie Biblii

Autor:
Marek Honkisz

Adam Darski stanął przed sądem za podarcie Biblii podczas koncertu w Gdyni w 2007 roku. Wokalista i lider zespołu „Behemoth” nazwał Biblię kłamliwą księgą, a chrześcijaństwo – największą zbrodniczą sektą.

Odkładając na bok kwestię naruszenia prawa, godny odnotowania jest fakt, że – jak dowiadujemy się z mass mediów – wielu obywateli naszego kraju poczuło się urażonych tym gestem.

Jednak czy mnie, jako człowieka podążającego w stronę Bożego Królestwa i wierzącego, że Biblia jest w istocie Pismem Świętym, prawdą i jedynym źródłem wiedzy o Bogu, czy mnie to porusza?

Nie, nie porusza. Czy to dobrze czy źle?

Czułbym pewien niepokój o swoje bezpieczeństwo, gdyby podobne zachowanie połączone było z nawoływaniem do agresji lub jakimś realnym zagrożeniem. Jednak w obecnej sytuacji nie solidaryzuję się z obrażonymi, nie solidaryzuję się także z obrażającym, rzecz jasna. Uważam, że cała ta sprawa to być może pomysł na tanią promocję własnej twórczości, oparty na słusznym założeniu, że taki happening na pewno rozsierdzi pewne grupy ludzi o pieniaczych skłonnościach i spowoduje medialną burzę: znowu w studio zasiadać będą różnego rodzaju „eksperci”, dyskutując, czy obraził, czy nie obraził, a w kolorowych gazetach pojawią się równie kolorowe zdjęcia naszego umalowanego bohatera, opatrzone szokującymi nagłówkami i komentarzami. Na pewien czas sprzedaż płyt wzrośnie, posypią się propozycje wywiadów, zaproszenia.

Można by uznać to za dodatkowy powód, żeby mimo wszystko swojego oburzenia nie okazywać, dlatego ten artykuł czytasz, drogi Czytelniku, dopiero teraz, gdy już dawno rozmaite wydarzenia przyćmiły całą sprawę. Od tego, by nie lać wody na młyn Nergala, ważniejszy jest jednak fakt, że mnie zwyczajnie nie obchodzi, co ktoś, kto deklaruje się jako osoba niewierząca, robi na swojej prywatnej imprezie, gdzie raczej nie bywam i  jak rozumiem nie bywa również nikt z oburzonych całym zajściem.

Ktoś powie, że mimo wszystko ten człowiek podarł coś, co jest świętością. Ja jednak nie uważam, żeby przedmiot, jakim jest wydrukowana książka, był święty. Zacytuję drugie przykazanie:

Nie będziesz miał innych bogów obok mnie. Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą (Księga Wyjścia 20:3-5).

Rozumiem, że przykazanie to mówi między innymi o nietworzeniu sobie jakichkolwiek materialnych obiektów kultu, także takich jak egzemplarz Biblii. Musimy dostrzec, że prawdziwie święte są nie papier i atrament, lecz znaczenie słów i idee, jakie one przekazują, jakie przekazuje nam Bóg. Książka to przedmiot – zniszczenie jej nie wyrządza krzywdy ideom. Przypomina mi się werset:

I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę, i ciało zniszczyć w piekle (Mat. 10:28).

Konkludując: nie porusza mnie to, że ktoś fizycznie niszczy egzemplarz Biblii, zwłaszcza jeśli robi to niewierzący. Biblia naucza mnie, że powinienem skupiać swoją uwagę raczej na tych, którzy są w zborze (1 Kor. 5:9-13). Jedyne co chrześcijanin powinien mieć do zaoferowania, to życzliwość i dobra nowina o Zbawicielu. Dlatego znacznie bardziej niepokoi mnie postawa oskarżycieli – nie wydaje się, aby działali oni w duchu zalecenia naszego Zbawiciela, jakie znajdujemy w powszechnie znanym fragmencie Ewangelii Mateusza:

Słyszeliście, iż powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb. A Ja wam powiadam: Nie sprzeciwiajcie się złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. (…) Słyszeliście, iż powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują (Mat. 5:38-44).

Zbawiciel mówi tu o rzeczy niezwykle trudnej. Nie jest to w moim mniemaniu zachęta do masochizmu, lecz raczej wezwanie do tego, aby umieć – kiedy jest to potrzebne – schować swoją dumę do kieszeni i dążyć do celu. Od policzkowania nikt jeszcze nie umarł, tak samo jak od palenia Biblii nikt wiary nie stracił. Urażona została jedynie duma, że ktoś śmie lekceważyć moje przekonania. Z tego miejsca już niewielki krok do stwierdzenia, że w zasadzie każdy powinien moje przekonania podzielać. Bo jak nie, to... No właśnie, były już takie chwile w nie tak odległej przeszłości świata, a i dzisiaj ludzie bywają zabijani za swoje poglądy. Pismo Święte w wymienionych już wersetach nakazuje nam działać inaczej niż ludzie niewierzący – nie stawiać na pierwszym miejscu swojego dobra, ale ustąpić dla wyższego celu.

Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan. Jeśli tedy łaknie nieprzyjaciel twój, nakarm go; jeśli pragnie, napój go; bo czyniąc to, węgle rozżarzone zgarniesz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rzym. 12:19-21).

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl