Dyktator musi umrzeć

21 czerwiec 2013

Dyktator musi umrzeć

Autor:
Marcin Małysz

Ludzie, którzy spotkali się z Jezusem, zostali "przemienieni". Zmieniło się coś w ich wnętrzu. Strach, zwątpienie i bezradność, które do tej pory mieszkały w ich sercach, musiały odjeść, udać się na duchową banicję, na wygnanie, bo przyszedł prawowity Pan naszego serca.

Przyszedł Jezus – król ludzkich serc. Kiedy Ty sam jesteś panem siebie, owocem Twoich rządów jest zwątpienie, niezadowolenie, ciągły niepokój i pustka. Próbujesz zrobić wszystko, by kraina Twojej duszy dobrze prosperowała, żebyś czuł się dobrze sam ze sobą. Bardzo często jednak sami dla siebie stajemy się katami, niewolnikami dyktatora – własnego „ja”. To dyktatorskie serce jest zrzędliwe i wiecznie niezadowolone, niczym rozkapryszone dziecko. Próbujesz samego siebie udobruchać, ale nie możesz. Ciągle coś nie tak. Wciąż coś na bakier.

Kiedy nadchodzi prawdziwy Pan Twojego serca i duszy, dyktator zaczyna się trwożyć. Zaczyna pokazywać siebie z jak najlepszej strony, by udowodnić, że zmiana władzy wcale nie jest konieczna. Kiedy już te środki nie pomogą, władza idzie na kompromis – oddaje jeden dzień w tygodniu (który sprowadza się de facto do dwóch godzin), by resztę dalej trzymać dla siebie.

On może Ci dać "swobodę religijną", żebyś wyznawał co chcesz, w granicach rozsądku rzecz jasna. Dalej żyjesz dla siebie, z tą tylko różnicą, że czasem posłuchasz o tym, jak należy postępować. Może nawet zrobisz sobie cięcia budżetowe, zaciśniesz pasa dla rozkoszy Twego ciała, ale to tylko pozory. Tak naprawdę dyktator wciąż ma władzę. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynasz słuchać z uwagą "niedzielnego" Boga, który bez skrupułów mówi: "śmierć dyktatorom". Wtedy zaczyna się wojna. Wojna domowa – w Tobie samym. Wtedy zaczynasz rozumieć, że dyktator nie zasługuje nawet na skinienie głową, a ukłon należy się tylko jednemu, jedynemu Panu.

Zaczynasz klęczeć przed Bogiem, zamiast wysiadywać godzinami przed telewizorem, przestaje cię bawić szał zakupów w galerii, bo wolisz posiedzieć z Jezusem w zborze. Już nie zarwiesz nocy, by uczyć się do egzaminu, zarwiesz noc, by modlić się do swojego Boga. Już nie pojedziesz na wczasy nad lazurowe wybrzeże, bo wolisz spędzić ten czas służąc tym, którzy mają dostąpić zbawienia. Dla Twojego starego, cudzołożnego (oddającego cześć różnym bożkom) serca będzie to prawdziwą męką. Dyktator nie może się zabawić, nie może się wyszaleć jak kiedyś. Jego pałac, zbudowany z markowych ubrań i kafelków w domu, zaczyna marnieć. Dyktator przestaje jeździć świetnym samochodem, a jego dawni, wspaniali koledzy przestają go odwiedzać. Siedzi skulony i zapomniany w okowach stając się niewolnikiem nowych rządów. Jedyne co mu pozostało, to płacz i zgrzytanie zębów i tęsknota do dawnej świetności.

Ale on nie śpi – zrobi wszystko, by wrócić na tron. Daj mu przepustkę na wolność, a od razu przybierze odświętne szaty i będzie chciał stać się doradcą nowej władzy – no bo przecież tak dobrze zna samego siebie. Znów będzie mówił, co potrzeba, jak ważne jest to i tamto. I powoli zacznie wracać na swoje stare miejsce. A Ty znów pójdziesz do więzienia swoich zmysłów – a jedyne co Tobie pozostanie, to dwugodzinne widzenie z Jezusem niedzielnego poranka, po czym podreptasz z powrotem do swojej celi. Nie można dwóm panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić się będzie a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie a drugim pogardzi. Wybór należy do Ciebie.

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl