Nad niebiańską rzeką

02 grudnia 2016

Nad niebiańską rzeką

Autor:
Kasia Śmiałkowska

Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom. – 1 Mojż. 2:10

W jednym z licznych kostarykańskich parków narodowych, zlokalizowanym w rejonie wulkanu Tenorio,  płynie Rio Celeste – Rzeka Niebiańska, nazwana tak ze względu na swoje niezwykłe, błękitne zabarwienie. „Szkiełko i oko” wyjaśnia, że to kwestia minerałów – krzemu i glinu, oraz tlenu; lokalne legendy powiadają zaś, że kiedy Bóg skończył malować niebo błękitem, wypłukał pędzle w rzece spływającej ze zbocza wulkanu.

Rozum odrzuca takie pomysły, ale biegnie jednocześnie do ogrodu Eden, bo Rio Celeste wielu osobom kojarzy się z rajskim krajobrazem, gdzie Pan Bóg stworzył piękne rzeki i otaczającą je bujną roślinność. Tak i my, przygotowując się do wyprawy, wyobrażaliśmy sobie, że na kilka godzin przeniesiemy się w krajobraz rodem z pierwszych rozdziałów Księgi Genesis.

Na miejscu okazało się jednak, że choć Rio Celeste rzeczywiście jest przepiękna i trudno oderwać wzrok od turkusowej wody, to reszta okoliczności nie bardzo zgadza się z naszymi oczekiwaniami. Wygląda na to, że podczas przygotowań niejako wyrwaliśmy rzekę z kontekstu, skupiliśmy się na niej samej i nie zadaliśmy sobie trudu, żeby poszukać dokładniejszych informacji o jej otoczeniu.

Po pierwsze – do parku narodowego prowadzi dość długa i niezwykle wyboista droga, z wąskimi i niepewnymi mostkami. Przechodzi najwyraźniej przez tereny prywatne, bo inaczej skąd by się wzięły na niej bramy, które niczego konkretnego nie odgradzają, ale trzeba zaczekać, aż podejdzie gospodarz i bramę otworzy. Wszystko to zabiera mnóstwo czasu, tym bardziej, że podczas planowania, przyzwyczajeni do amerykańskich warunków, zwyczajnie nie pomyśleliśmy o tak długiej jeździe.

Piesza trasa z kolei wymaga pokonania stromych wzniesień i wielu stopni, wspinania się między kamieniami i korzeniami drzew – a wszystko to w gorącym, wilgotnym powietrzu, „stojącym” – bo o wietrzyku można tylko pomarzyć. I nie należy zapominać o obecności owadów, które uporczywie starają się dotrzymywać nam towarzystwa.

Do najbardziej spektakularnego miejsca, czyli do wodospadu, trzeba zejść po dwustu pięćdziesięciu nierównych schodach, a następnie z powrotem się po nich wdrapać na główny szlak. Długo to wszystko trwa i daje czas na przemyślenia, na przykład o zaskoczeniu (bo pomimo potu tworzącego nasze własne strumyki na twarzy i bzyczenia natrętnych owadów nie ma mowy o rozczarowaniu) wynikłym z rozbieżności między rajem, jaki sobie wyobraziliśmy w związku z Niebiańską Rzeką, a rzeczywistą okolicą wulkanu Tenorio. Skłoniło nas to do dyskusji nad ogrodem Eden i, bardziej ogólnie, nad wyglądem miejsc i postaci opisanych w Biblii.

O wyglądzie ludzi czy o scenerii, w jakiej się działy wydarzenia, wiemy często niewiele – jeśli już coś jest wspomniane, to przeważnie jest też elementem niezbędnym w opowieści: kolorowa szata Józefa czy długie włosy Absaloma. Ogromną większość takich szczegółów Pismo Święte pozostawia jednak wyobraźni czytającego – a wyobraźnia ta jest bardzo subiektywna, jak widać choćby na poniższej próbce portretów króla Salomona stworzonych na przestrzeni wieków. (A Ty, Czytelniczko/Czytelniku, jak sobie wyobrażasz Salomona? Do którego portretu byłby podobny Twój obraz?).

Przychodzą tu do głowy dwa pytania: dlaczego Biblia jest tak oszczędna pod tym względem i jak powinniśmy podchodzić do tych „niedopowiedzeń”.

Na pierwsze pytanie można odpowiedzieć, że gdyby w każdej historii miały znaleźć się przysłowiowe „opisy przyrody”, z których słynie wiele powieści z listy szkolnych lektur, Biblia nie byłaby jedną książką, tylko serią tomów zajmujących pewnie sporą półkę. Nawiasem mówiąc, takie dodatkowe zapisy istniały – Stary Testament odwołuje się nieraz do rozmaitych „dziejów królów”. W Nowym Testamencie znajdzie się z kolei odniesienie do trzeciego, najwcześniejszego listu Pawła do Koryntian (1 Kor. 5:9), albo do listu do Laodycei, którym tamtejszy zbór miał się wymienić ze zborem w Kolosach (Kol. 4:16).

To odpowiedź praktyczna, ale trochę powierzchowna; myślę sobie, że Pan Bóg w swojej mądrości tak pokierował pisarzami, żeby zanotowali to, co najważniejsze i co okaże się najbardziej potrzebne – nawet kilka tysięcy lat później. Takie minimalistyczne historie są bardziej ponadczasowe; chodzi przecież o zasady, a nie o to, czy ktoś miał oczy niebieskie, czy zielone i jakiego kształtu było pole, na którym zbierała kłosy Rut.

Jak zatem czytać te historie? Wielu z nas lubi sobie pewnie wyobrażać to, co czyta – przyznam, że sama mam w głowie wiele obrazów powstałych na przykład dawno temu na podstawie ilustrowanych Biblii dla dzieci. Czy są one prawdziwe? Część z nich została zweryfikowana podczas wypraw do Izraela, jak choćby – skoro już o rzekach mowa – wielkość Jordanu i to, że w okolicach, gdzie chrzcił Jan, nie płynie w nim woda krystalicznie czysta, tylko beżowa, zamulona. (Tak naprawdę należałoby tu pójść głębiej i sprawdzić, czy aby dzisiejszy sposób wykorzystania Jordanu nie zmienił przypadkiem wyglądu rzeki... ale to osobny wątek.)

Tak więc trzeba sięgać do źródeł, które mamy dziś na wyciągnięcie ręki – do fotografii, map, filmów dokumentalnych, relacji z wykopalisk archeologicznych, do wystaw muzealnych. Nie znajdziemy tam wszystkich szczegółów, ale nasze wyobrażenia o scenerii danych zdarzeń będą bliższe rzeczywistości.

Dobrze byłoby też unikać budowania teorii na tych naszych wyobrażeniach i sprawdzać, co naprawdę zostało zapisane na kartach Biblii, a co sobie sami dopowiedzieliśmy. Za to, jeśli już dany szczegół został zapisany, z pewnością miał jakiś cel i warto się zastanowić nad jego znaczeniem.

Na koniec – szczypta poezji, wiosenno-paschalny wiersz Lucjana Rydla. Autor pięknie rozwija nam przed oczami obraz spotkania w Wieczerniku i z przyjemnością wyobrażam sobie detale przedstawione w kolejnych wersach. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że poeta trochę szczegółów domalował z własnej wyobraźni i może nie do końca są one zgodne z jerozolimskimi realiami sprzed dwóch tysięcy lat. Ale to już pozostawiam Czytelnikom jako zagadkę :)

Pascha

Był wieczór Paschy; w milczeniu głębokim 
Siedli napoju pożywać i jadła - 
Wieczernik szarym napełniał się mrokiem; 

Półjasność zmierzchu, mglista i wybladła 
Na stół białymi zasłany rańtuchy 
I na ich twarze łagodnie się kładła. 

I cisza była; a w tej ciszy głuchej, 
Przez kratę okna powiew coraz rzadszy 
Gnał z pól zielonych wiośniane podmuchy. 

Pośród rybitwów tych ubogich siadłszy 
Chleb w obie ręce wziął i kielich wina. 
I zadumany w twarze uczniów patrzy. 

A w tych źrenicach Człowieczego Syna 
Mistycznych brzasków grała jasność złota 
i myśl ogromna jakaś - i jedyna.... 

Z ich oczu - serca patrzała prostota; 
Pierwsi pić mieli z Kielicha Miłości, 
Pierwsi pożywać mieli Chleb Żywota 

Iż byli, jako ptaki leśne - prości.


Autorem nieopisanych zdjęć jest Tomek Śmiałkowski.

Źródła portretów Salomona:

  1. Wikipedia: Solomon
  2. Art and the Bible: Duccio di Buoninsegna - King Solomon
  3. Museum Meermanno
  4. Art and the Bible: Raphael - Judgement of Solomon
  5. Wikipedia: Solomon
  6. Images Bible
  7. CGFA OnLine Art Museum
  8. Wikipedia: Solomon
  9. Wikipedia: Solomon
  10. Images Bible
  11. Wikipedia: Solomon

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl