Puszczanie chleba po wodzie

(21) Księga Koheleta 11:1-6

10 lipca 2020

Kazn. 11:1 Rzucaj swój chleb na [powierzchnię] wody, bo po wielu dniach odnajdziesz go.

DK. Puszczanie chleba po wodzie – to niemal przysłowie, przynajmniej wśród ludzi żyjących słowami Biblii. Oznacza ono czynienie dobra tym, z którymi nie mamy bliższych związków, których może już więcej w życiu nie zobaczymy, nie można więc oczekiwać od nich żadnej wzajemności. Dobry uczynek wyświadczony komuś przygodnemu, nieznajomemu, jest czysty, pozbawiony wszelkich podtekstów. Towarzyszy temu przysłowiu i związanej z nim zasadzie przekonanie, na poły mistyczne, że jeśli ktoś tak postępuje, to w potrzebie również znajdzie pomocną rękę. Z pewnością tak by było, gdyby wszyscy stosowali się do porady Koheleta. Ale ogólnie, muszę Ci, Pawle, powiedzieć, że w życiu doświadczyłem wiele dobra, ofiarności i pomocy od nieznajomych. Na świecie jest bardzo wielu życzliwych ludzi, którzy gotowi są pomagać, również przechodniom w potrzebie. Oczywiście tę samą zasadę można stosować do „chleba żywota”, czyli Słowa Bożego. Ono ma największą trwałość. Czasami nawet, pisząc te komentarze i puszczając je po wodach wirtualnej przestrzeni, mam nadzieję, że po wielu dniach je gdzieś w kimś odnajdę. Czasami sam, powracając po latach do pewnych tematów, szukam tego, co już opracowałem, i dzięki współczesnym strumieniom informacji udaje mi się ten duchowy chleb znajdować.

PL. Tak, to piękna i ponadczasowa zachęta z obietnicą. Czyń dobro i nie ograniczaj się w tym działaniu, a po jakimś czasie ono wróci do ciebie. Żyj pięknie, a woda zaniesie twoje dobre uczucia i uczynki do potrzebujących. Dobro nigdy się nie marnuje, co więcej, ono tworzy kolejne i kolejne i po jakimś czasie wraca do tego, kto jest „czynicielem dobra”. Ta zasada, Danielu, działa i w moim życiu, choć tak myślę, że nie zawsze sobie z tego zdaję sprawę. Nie należy się martwić, że rzucany na wodę pokarm ulegnie zniszczeniu, a tym bardziej nie ma co oczekiwać, że natychmiast ktoś nam go odda. To jest „długoterminowa inwestycja”, której opłacalność potwierdza mędrzec na innym miejscu: „Kto lituje się nad ubogim, pożycza PANU, a on mu odpłaci za jego dobrodziejstwo” – Przyp. Sal. 19:17.

Kazn. 11:2 Rozdaj dział siedmiu lub ośmiu, bo nie wiesz, co złego wydarzy się na ziemi.

DK. Te słowa są być może objaśnieniem poprzednich. Jest to chyba ogólna zachęta do dzielenia się tym, co mamy. I to nie tylko z jedną osobą, ale z siedmioma lub ośmioma. To znaczy nigdy nie wolno sobie powiedzieć: „dość, pomogłem już wystarczająco wielu osobom”. Siedem było w tamtych czasach liczbą kompletną, „okrągłą”, tak jak dzisiaj nasza dziesiątka. Kohelet namawia jednak, by na tej okrągłej liczbie się nie zatrzymywać, tylko dalej się dzielić swoimi dobrami. Te liczby mają też swoją wymowę symboliczną. Siedem dni oczyszczał się człowiek po poważnych zanieczyszczeniach i ósmego dnia był czysty. Po tygodniu od chwili narodzin, w ósmym dniu życia obrzezywani są chłopcy. Pięćdziesiątnicę i Jubileusz nalicza się w taki sposób, że liczy się siedem siódemek, a ósmy dzień lub rok po siódmej siódemce jest tym oczekiwanym, błogosławionym – wybawieniem i ratunkiem. Innymi słowy, mamy okazywać dobre serce ludziom w potrzebie, dopóki istnieje ten świat – aż do doskonałego, ósmego dnia przyszłego świata.

PL.Mędrzec radzi, by majątek podzielić i ulokować w wielu miejscach, bo nikt nie wie, „co wydarzy się na ziemi”. Współcześnie takie działanie nazywamy dywersyfikacją, czyli rozproszeniem kapitału w celu zmniejszenia ryzyka, co jednocześnie umożliwia czerpanie przyszłych korzyści z kilku źródeł. Podobnie jest z dobrami duchowymi, które Pan powierzył uczniom, by rozdzielali je pomiędzy wszystkie narody (Mat. 28:19-20). Zastrzegł przy tym, że z powierzonym światłem nie powinni chować się pod korzec, ale mają być jak oświetlone miasto położone na górze, widoczne dla wszystkich. W odpowiednim czasie (ósmy dzień?) Pan przyjdzie i zbierze plon z tego, co urosło na siedmiu ewangelicznych poletkach. Rozdawajmy więc dział, który sami z łaski otrzymaliśmy. Nie jest bowiem rozsądne tkwić z powierzonym majątkiem w jednym, zamkniętym świecie pojęć, zwyczajów i ludzi. Mędrzec zachęca by rozszerzać zakres oddziaływania, zasiewać nieużytki, a efekty pozostawić Panu. To On jest tym, który „daje wzrost”, i On wie, co złego, a co dobrego wydarzy się na ziemi. Rozdzielając dobra Pańskie pomiędzy siedmiu czy ośmiu, zwiększamy prawdopodobieństwo dotarcia do tych, którzy naprawdę są „synami pokoju”.

Kazn. 11:3 Gdy chmury napełniają się deszczem, spuszczają go na ziemię. Gdy drzewo upada na południe lub na północ, w miejscu, gdzie upadnie to drzewo, tam zostanie.

DK. Łatwiej jest zrozumieć te dwa zdania oddzielnie. Pierwsze mówi o działaniu zasady przyczyny i skutku. Drugie zaś o nieodwracalności tego, co się już stało. Nie bardzo jednak umiem połączyć te dwie w sumie oczywiste reguły w jedną całość. Czy można tak: każda przyczyna ma swój skutek, a gdy coś się już stanie, to się nie „odstanie”? Jeśli taki byłby sens tego zestawienia, to wynikałby z niego wniosek, że trzeba się dobrze zastanawiać nad swoim postępowaniem już na poziomie najdrobniejszych działań, przewidując ich skutki, gdy bowiem nastąpią, nie będzie można ich już cofnąć. Wydaje się, że nie każdy skutek ma w naszym życiu aż taką wagę. Gdyby jednak dokładnie rozważać wpływ nawet małych zdarzeń na przebieg życia, i to nie tylko jednej osoby, to rzeczywiście warto byłoby dokładnie zastanawiać się nad wykonaniem lub zaniechaniem czegokolwiek, gdyż każda myśl, każda emocja jest kroplą, która dołącza do coraz cięższej chmury, a gdy burza przewróci drzewo, to już nie będzie można go na nowo postawić. Na szczęście można czasami zasadzić nowe. Niektórzy dopatrują się w pierwszym zdaniu pozytywnego znaczenia gromadzenia dóbr, czy to materialnych czy duchowych, po to, by się nimi dzielić, a w drugim – śmierci człowieka, która sprawia, że drzewo nie może już wzrastać i przynosić owocu. Nie umiem się jednak zaprzyjaźnić z tymi znaczeniami. Może Ty mi pomożesz.

PL. Wybacz, Danielu, ale nie pomogę. Widzę tu nawiązanie do poprzedniej myśli: nie wiemy, co złego wydarzy się na ziemi, dlatego warto „zainwestować w wielu obszarach”. Nie mamy wpływu na to, czy i kiedy spadnie deszcz ani jakie skutki te opady przyniosą. Może obfite plony, a może powodziowe zniszczenia. Podobnie z drzewem: jak upadnie, czy na południe, czy na północ, tak będzie leżeć i nic na to nie poradzimy. Ponieważ są sprawy, na które nie mamy żadnego wpływu, róbmy swoje, w zakresie naszych możliwości. W tym kontekście następna rada mędrca wydaje się bardzo wymowna.

Kazn. 11:4 Kto zważa na wiatr, nigdy nie będzie siał, a kto patrzy na chmury, nie będzie żąć.

DK. To chyba dość jasne przysłowie. Niektórym ludziom zawsze coś nie pasuje. Często jest to tylko wymówka, by nie podjąć wysiłku, a czasami rzeczywiście mają tak wysoki poziom oczekiwań, że rzadko zdarzają się okoliczności, w których wszystkie dokładnie bywają spełnione. Taka postawa często prowadzi do zaniechania dobrych i potrzebnych działań. Okoliczności mało kiedy optymalnie sprzyjają podejmowanym akcjom. Umiejętność dostosowania się do zmiennych, a nawet nieprzyjaznych warunków jest jedną z najbardziej przydatnych umiejętności w życiu. Ludzie, którzy to potrafią, osiągają w działaniu dobre rezultaty. W życiu duchowym i w pracy nad własnym charakterem niesprzyjające realia są może nawet pożyteczne dla kształtowania dobrych cech. Nieprzyjazne warunki pomagają bowiem rozwijać wytrwałość w dążeniu do dobrych celów.

PL. „Złej baletnicy przeszkadza nawet rąbek spódnicy”. Gdy ktoś chce uniknąć pracy, zawsze znajdzie do tego pretekst: „Leniwy mówi: Lwica na drodze, lew jest na ulicach” (Przyp. 26:13). Ponieważ to nie od nas zależy, czy wiatr zawieje, czy nie, ani nie my decydujemy, czy z chmur spadnie deszcz ożywczy czy niszcząca ulewa, nie szukajmy w prognozie pogody pretekstu do „nicnierobienia”, lecz ufając w opiekę Bożą, z zapałem realizujmy cele, które mogą przynieść pożytek. Przypominają mi się zasłyszane słowa: „Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro, pracuj, jakbyś miał żyć wiecznie”.

Kazn. 11:5 Jak nie wiesz, jaka jest droga ducha [lub wiatru], [i] jak się kształtują kości w łonie brzemiennej, tak nie znasz spraw Boga, który wszystko czyni.

DK. Bardziej odpowiada mi tłumaczenie mówiące o wietrze. Rzeczywiście trudno przewidzieć kierunki przemieszczania się mas powietrza. Dzisiaj korzystamy z pomiarów w tysiącach punktów obserwacyjnych, ze zdjęć satelitarnych, obserwacji pogodowych prowadzonych z samolotów, przetwarzając te dane w najpotężniejszych komputerach, a i tak czasami nie potrafimy przewidzieć, gdzie i w którą stronę powieją wiatry. Obecnie mamy dość dobrą wiedzę na temat kształtowania się płodu w łonie matki, ale to i tak jest tylko wiedza polegająca na obserwacji i towarzyszeniu. Jak działają poszczególne procesy rozwoju i wzrostu, rozumiemy tylko bardzo powierzchownie albo w ogóle. A cóż dopiero mówić o zrozumieniu Boga i Jego działań. Ta pokora wobec Jego dokonań nie powinna nam oczywiście przeszkadzać w dążeniu do poznania Jego woli i zamierzeń, jednak musimy cały czas zachować poczucie niezdolności do pełnego pojęcia dróg Bożych i świadomość fragmentarycznego charakteru naszego dorobku intelektualnego (1 Kor. 13:9). Tylko z takim nastawieniem można w ogóle zbliżyć się do zrozumienia czegokolwiek – i w jakimkolwiek wymiarze – spośród tego, co czyni Bóg.

PL. Tak, Danielu, nie potrafimy przewidzieć zamierzeń Boga ani też zrozumieć wszystkich mechanizmów, które On stworzył i zaprogramował. Dość dobrze umiemy prognozować pogodę, szczególnie tę krótkoterminową. Systemy pomiarów z wyprzedzeniem ostrzegają przed kataklizmami, ale i tak nie są w stanie zapobiec wszystkim tragediom. To fakty, które nas, ludzi, zmuszają do pokory. Mędrzec wplata tu jednak słowa zachęty do działania pomimo zmiennych warunków atmosferycznych i innych okoliczności losu. Zachęca do mądrego inwestowania, a przede wszystkim, między wierszami, namawia do złożenia ufności w Bogu. Bóg jest tym, który kontroluje wszystko.

Kazn. 11:6 Rano siej swoje ziarno, a wieczorem nie pozwól spocząć swojej ręce, gdyż nie wiesz, co się uda, czy to, czy tamto, czy też oboje będą równie dobre.

DK. Można te słowa odnieść do działalności rano i wieczór, w starości i młodości, wiosną i jesienią. Zasada ta obowiązuje szczególnie przy sianiu ziarna słowa Bożego, zarówno przez słuchanie, czytanie, studiowanie, zapamiętywanie i medytację we własnym życiu, jak i przez głoszenie – w sercach innych ludzi. Należy to czynić zawsze, „w czas i nie w czas”, jak radzi apostoł Paweł Tymoteuszowi (2 Tym. 4:2), inaczej mówiąc, kiedy pora sprzyja i kiedy okoliczności wydają się niesprzyjające. To przysłowie zawiera w wersji pozytywnej prawdę, którą Kohelet przekazywał dwa wersety wyżej. Usilne starania zawsze przynoszą efekty. Nawet ludzie pozbawieni zdolności w jakiejś dziedzinie, czegoś się jednak nauczą, a przez usilne starania ukierunkowane w różne strony dowiedzą się, co im wychodzi najlepiej. Niektórym udaje się „i to, i tamto”, innym lepiej wychodzi tylko to, co robi się rano, jeszcze innym to, co wykonują wieczorem. W każdym razie, gdy wielu z nas będzie dokładać wszelkich starań, to razem zaspokoimy wszelkie nasze potrzeby.

PL. Wytrwałość w pracy jest kluczowym elementem osiągnięcia sukcesu – pozyskania plonu wynikającego z włożonego wysiłku. Słusznie, Danielu, odnosisz to zalecenie do pracy na rzecz głoszenia Radosnej Nowiny. Myślę, że te słowa spinają klamrą całą wypowiedź mędrca od 1 do 6 wersetu. Czy nazwiemy tę pracę „rzucaniem chleba na wodę”, czy „sianiem ziarna”, czy „żęciem”, wszystko sprowadza się do tego samego. Trzeba zaangażowania, odpowiedniego wysiłku, poświęcenia czasu, zarówno rano, jak i wieczorem, i znalezienia tych siedmiu czy ośmiu, którzy będą potencjalnymi „synami pokoju”. Nadal nie wiemy, czy to się uda, czy wszystkie efekty będą równie dobre, ale mając świadomość, że to „Pan daje wzrost”, możemy po trudzie dnia spokojnie zasnąć, „nie troszcząc się, co przyniesie dzień jutrzejszy”.


Cykl: Księga Koheleta - spis odcinków




© | ePatmos.pl