Pięć rozsądnych dziewczyn

(2) bardziej osobiście

02 sierpnia 2013

Pięć rozsądnych dziewczyn

Autor:
Daniel Iwaniak

Kontynuacja: Pięć rozsądnych dziewczyn
(1) czyli czego nie da się zostawić na ostatnią chwilę

Parę lat temu spotkałem misjonarzy ruchu o nazwie „Family Radio”. Pobożni Amerykanie wynałożyli sporo czasu, energii i na pewno także pieniędzy, by przyjechać do Polski i nakłaniać ludzi do nawrócenia. Przemawiali do sumień i starali się zachęcić każdego napotkanego człowieka – tego dobrze ubranego, jak i biedaka, by zrobił rachunek sumienia, przeanalizował swoje życie, odrzucił zło, niepobożność i szczerym sercem zwrócił się ku Bogu. Pewnie nietrudno się domyślić, że po kilku słowach pochwały odnośnie służby tych ludzi, zaraz dorzucę jakieś „ale”. Tak – to „ale” nazywa się 21 października 2011 roku. Główną osią przekazu amerykańskich misjonarzy było twierdzenie, że wtedy właśnie skończy się obecny świat. Teraz, po kilku latach, zastanawiam się, gdzie dziś są ci ludzie i co się stało z ich godnym podziwu poświęceniem i zaangażowaniem.

W przypowieści Jezusa jedna tylko rzecz odróżnia mądre druhny weselne od niemądrych. Te pierwsze miały zapas oleju do swoich lamp. Niedojrzałość pozostałych pięciu polegała na tym, że ich myślenie nie wykraczało poza krótki horyzont czasowy. Kiedy zaczęło się ściemniać, spodziewały się, że pan młody z orszakiem pojawi się lada chwila. Mądre panny brały pod uwagę, że przyjazd oblubieńca może się, wbrew oczekiwaniom, opóźnić. Myślenie o służbie Bożej w ograniczeniu do krótkiego horyzontu czasowego jest nierozsądne i może wyrządzić szkody. Pan Jezus obiecał, że powróci na ziemię, by założyć Królestwo Boże, nowy lepszy świat sprawiedliwości i dobra. Chciał, by Jego naśladowcy i uczniowie czekali na ten moment. W naturalny sposób wszyscy Boży ludzie, których uwiera świat w jego obecnym kształcie, będą tęsknić do tej wielkiej zmiany. Jednak zdefiniowanie czasu, w którym ma ona nastąpić, i silne przywiązanie do ustalonej daty, może być destrukcyjne, działać jak „dopalacz” generujący wielką aktywność, lecz na krótką metę.

Intrygującym i zapewne istotnym elementem przypowieści jest fakt, że w oczekiwaniu na oblubieńca zasnęły zarówno mądre, jak i niemądre panny. Może to oznaczać, że zadaniem wierzących nie jest odgadnięcie czasu przybycia Pana, lecz posiadanie w chwili Jego nadejścia, odpowiedniego zapasu ducha, czyli znajomości dróg Bożych i praktycznych umiejętności kroczenia po nich. Sąsiednia przypowieść używa sformułowania, że Pan musi zastać sługę „tak czyniącego”. Obydwie historie – o dziesięciu Pannach oraz o wiernym szafarzu – zwracają uwagę na to, że nadejście Pana jest zaskoczeniem. Ten element zaskoczenia sprawia, że Pan spotyka ludzi takimi, jakimi naprawdę są – zastaje ich przy pracy, przy codziennych czynnościach, nie na odświętnych rozmyślaniach.

A teraz osobiste wyznanie. Aby być zabezpieczonym na Ten Dzień, szukam w Słowie Bożym prawd odwiecznych i niezmiennych. Czegoś, co trwa i będzie trwać. Mam potrzebę oparcia się na czymś, co nie jest czasowe. Takim trwałym oparciem są z pewnością „przykazania wieczne” – prawo Boże Starego i Nowego Testamentu. Tak, paradoksalnie nawet to stare prawo jest wieczne – prócz opisu praktyk i zwyczajów, zawiera idee, które muszą trwać. Sięgnijmy po pierwszy z brzegu przykład – sabat. Ustanowił go sam Bóg, poświęcając dzień, w którym odpoczął od dzieła stworzenia. Oddzielenie siódmego dnia nakazał potem swojemu narodowi. My także odczuwamy dziś, jak wielki sens ma cotygodniowe zaprzestanie pracy i przekierowanie myśli z codziennych zmartwień na sprawy duchowe. Poza tym idea i rzeczywisty, istotny sens sabatu realizuje się na wielu innych poziomach – odpocznienie w Chrystusie, sabat całej ziemi. Gdyby po kolei wziąć pod lupę pozostałe przykazania Starego i Nowego Testamentu, w każdym z nich odnaleźlibyśmy nieprzemijające idee Boże – Jego obraz. Więc kiedy jest mowa o naukach „czasowych”, ja przyznaję, że mnie pociągają te „nie-czasowe”. Wydają się bezpieczniejsze.

Ukształtowany świat narodu izraelskiego nastawiony był na trwanie („będzie to dla nich ustawą wieczną dla ich pokoleń” – 3 Mojż. 17:7, „nauczajcie ich synów waszych” – 5 Mojż. 11:18-21, „przestrzegajcie tego święta przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne” – 2 Mojż. 12:17, „zamysły serca jego z pokolenia w pokolenie” – Psalm 33:11, „tam wstępują pokolenia” – Psalm 122:4). Lata sabatowe i jubileuszowe kazały myśleć nie tylko o własnym dobru, o tym, co tu i teraz, ale także – w jakim stanie pozostawi się ziemię i społeczność ludzką dla przyszłych pokoleń. W głębi siebie jestem Żydem (Rzym. 2:28,29). Kocham Torę za jej trwanie i za to, jak uczy trwać. Mam dzieci. Chcę żyć pobożnie, tak by moje małe życie było dobrym gruntem dla dzieci moich dzieci, może jeszcze dzieci ich dzieci, a może nawet dalej. Ile setek lat to potrwa, nie wiem i chyba wiedzieć nie muszę. Kiedy nadejdzie Królestwo z nieba, wszystko stanie się jasne. Póki co –  skończyliśmy budowę sali zborowej. Dla nas, naszych dzieci, dzieci naszych dzieci, a może na jeszcze dłużej.


Post scriptum

Ciekawą rzeczą jest, w jaki sposób Apostoł Piotr używa sformułowania „teraźniejsza prawda” (2 Piotra 1:12). Przeczuwając swoją rychłą śmierć, chce utwierdzić braci w wierze. Prosi, by trwali na fundamencie, który już poznali, na świadectwie o Jezusie Mesjaszu, które on, naoczny świadek Piotr, złożył (2 Piotra 1:16-18). Myśl Piotrowa nie zapowiada, że prawda będzie się zmieniać i uaktualniać. Przeciwnie, w dalszych fragmentach swego listu Apostoł mówi o sile proroctwa, które już zostało przekazane i którego trzeba się trzymać. Przestrzega też, by nie używać go instrumentalnie, gdyż ono nie podlega dowolnemu wykładowi, bo nie z woli człowieka przyszło. Dlatego z dużą dozą ostrożności podchodzę do interpretacji, które stwierdzają, że jakiś przekaz Nowego Testamentu jest obecnie nieaktualny – interpretacji, w których czynnik czasu i jego zrozumienie każe uznać choćby drobny fragment nauki przekazanej za pośrednictwem apostołów dla nas, za już nieobowiązujący. Oto przykład: Pan Jezus w jednej z przypowieści upomina uczniów, by nie oddzielali pszenicy od kąkolu, bo nie jest to ich zadanie (Mat. 13:28-29). Ta myśl wyrażona jest dość przejrzyście i jasno. Pomimo różnych interpretacji, trudno mi uznać tę prawdę i przykazanie za nieaktualne i przyjąć w swoim postępowaniu zasadę odwrotną – „oddzielaj”. Sądzę, że trzymanie się dawnych, przekazanych apostołom zasad będzie dla mnie jednak lepsze. Przynajmniej dopóki się „dziś” nazywa.



© | ePatmos.pl