Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje (Ew. wg Jana 2:24-25)
Nadprzyrodzone, Boskie. Z wiekiem i niemałym zdumieniem, odkryłem, jak bardzo stworzeni jesteśmy na Jego obraz i podobieństwo. Jak da się czytać ludzkie namiętności z okruchów wymykających się woli, tuszowanych, chowanych pod maskę obojętności, z niezauważalnych gestów, drgnień mięśni twarzy, zmiany barwy głosu.
Groźna umiejętność, bo któż by się nie bał wiedząc, że znane są jego myśli. Pohamowanie i ukrycie emocji bywa zbawienne. Gdy wymkną się spod kontroli, powodują destrukcję. Czasem więcej niż destrukcję.
Życie sprawiedliwego Hioba skręciło gwałtownie w momencie, gdy Pan Bóg „pochwalił się” przed szatanem: Mówi Pan do szatana: A zwróciłeś uwagę na sługę mego Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on.
Sprawdzam – powiedział szatan.
Czy rajska historia wyglądała podobnie? Może raczej wystarczyło, że Pan Bóg był zadowolony, bo oto wszystko, co uczynił, było dobre. Rajski ogród też – w nim ludzie. Ewa nie musiała bać się szatana. W ogóle nie wiedziała, co znaczy „bać się”. Nie znała też wielu innych ważnych słów. Na przykład słowa „przebiegłość”. Tam, w ogrodzie, który Ojciec dla nich zasadził, ciągle byli jeszcze jak dzieci.
Pytanie padło lekko, bez nacisku, jakby od niechcenia. Nie było pytaniem o fakt, raczej o stan jej duszy. Nie połapała się. Ta naiwność miała być później coraz rzadsza u jej potomstwa: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli.
Odpowiedziała bez namysłu. Prawdę. W tej prawdzie czaił się wyrok śmierci. To nie Pan powiedział: a nawet dotykać. To słowa pierwszego, nieznacznego jeszcze buntu człowieka.
„Źle mi w tym Twoim gorsecie – Boże. Ciasno mi”
Miał ją!
Uśmiechnął się szatan, chociaż mówią niektórzy, że tego zupełnie nie potrafi. W mistrzowski sposób wydobył z niej skrywaną pretensję. Teraz byli bliżsi sobie. Był jej bliższy niż własny Ojciec. Uwiódł ją. Tak, w raju funkcjonowała jeszcze dziecięca naiwność. Może jeszcze coś, ale to już jest świat kobiet, którego, do końca, nie rozumiem.
Ta druga historia rozgrywa się przy stole: Umoczywszy więc kawałek, wziął i podał Judaszowi synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka wszedł w niego szatan. Nie były to pierwsze odwiedziny „księcia ciemności”. Ewangelista Św. Łukasz wspomina: Wtedy szatan wszedł w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z dwunastu. Poszedł więc i umówił się z arcykapłanami i dowódcami straży, jak ma im Go wydać (Łuk. 22:3-4). To wtedy zatruł mu umysł. Ale myśl, to jeszcze nie czyn. Apostoł Jakub zna tą „drogę”: …pożądliwość, gdy pocznie rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, rodzi śmierć (Jak. 1:15). Myśl – ta jest na początku. Powoduje nieobecność, zdawkowy uśmiech, nic nie znaczące zdania. Judasz jest z nimi, a przecież nie jest. Oczy uciekają w bok. Taki stan, za wszelką cenę, należy ukryć. Ma być jak zawsze: uśmiech, rozmowa, nawet udział w kłótni o stanowiska w przyszłym królestwie. Trochę ma to już przećwiczone, bo, od czasu do czasu, sięga do wspólnej sakiewki bynajmniej nie po to, aby upewnić się, czy pieniądze są na miejscu. Takie tam ćwiczenia z beznamiętności.
Od czasu pamiętnej rozmowy w raju rodzaj ludzki poczynił ogromne postępy w sztuce ukrywania uczuć. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Mistrz go nie wydał? Wiedział przecież. Dziwne było to Jego spojrzenie. Dziwnym zbiegiem okoliczności akurat wtedy, gdy sakiewka stawała się nieznacznie lżejsza. Teraz, te same oczy patrzyły na niego spokojnie i uważnie. W dłoni chleb. Na to spojrzenie był przygotowany. Wiedział, że nastąpi. Miał nawet na tą okoliczność przygotowany obronny chłód w sercu. Taki, który pozwoli zakryć spodziewaną pogardę w oczach. Nie znalazł jej. Pękł. Wyszedł.
A szatan znowu się uśmiechnął, bo znowu, w ważnym momencie, udało mu się uwieść człowieka.
© | ePatmos.pl