„Życiem dla mnie Jezus, a śmierć jest zyskiem mym”

10 kwietnia 2020

„Życiem dla mnie Jezus, a śmierć jest zyskiem mym”

Autor:
Ela Dziewońska

Czy te słowa zwalniają mnie z troski o życie i zdrowie innych? Mogę chodzić, gdzie chcę, witać się, łamać zakazy, prośby, bo nie żyję dla siebie? „Gdy Pan jest ze mną, nie lękam się wcale”. Gdy wciskam pedał gazu i zdecydowanie przekraczam zasady bezpieczeństwa, także?

Wszystko już było. Dżuma, znana teraz tylko z opowieści literackich, grypa hiszpanka, o której opowiadali starzy ludzie. Dziś na bieżąco można śledzić zachorowalność na koronawirusa, słuchać o tym, jak ludzie w różnych stronach świata przestrzegają bądź lekceważą zalecenia. Można.

Czytam doniesienia dość pobieżnie, ale mąż lubi statystyki, więc znam przewidywania, jakie będą zachorowania, jaka jest codzienna nowa porcja niepokoju. W liczbach. Ale też wiem, że one nie pobudzają mojej wyobraźni. Przyjdzie czas na opowieści, pojedyncze dramaty rodzin, dzieci. Na dziś pozostają suche dane: kobieta, lat…, mężczyzna, lat… W Polsce to najczęściej osoby ze „schorzeniami współistniejącymi”.

W tej chwili dla ludzi ważne jest wsparcie, jakiekolwiek. Są przerażeni, boją się, szukają słów pociechy – i to jest powód, by dbać o nasze życie, bo to nasz/mój czas, by opowiadać o wiecznym Królestwie.

Ale nic mi się nie chce. Nie mam ochoty na wiosenne porządki, mycie okien, wietrzenie szaf. Nie muszę kleić pierogów, bo do stałych odbiorców i tak nie mam jak ich dostarczyć. Jak się motywować i napisać dobre słowo, zadzwonić?

Deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, wszyscy są Bożym dziełem, dlatego zmarł Chrystus. Bóg chce, by wszyscy do Jego znajomości przyszli. Szczęśliwi są ci, którzy wiernie czekają Dnia Pańskiego, i ci, którzy z mocą śpiewają: „Nie trwóż się daremnie, z Tobą zawsze Bóg. Nie, nie jestem sam”. Zawsze.

W czasie zarazy nawet szczególnie.



© | ePatmos.pl