LAPID I BENNETT MAJĄ KOALICJĘ NA PAPIERZE, ALE NETANJAHU BĘDZIE WALCZYŁ DO KOŃCA

opracowanie: Kasia Śmiałkowska
publikacja: 04 czerwca 2021

Zebranie ośmiu skrajnie różnych partii było niezmiernie trudne. Można liczyć na to, że premier sprawi, iż działania przygotowawcze do głosowania nad wotum zaufania w Knesecie będą jeszcze bardziej męczące.

Jair Lapid poinformował prezydenta Reuvena Rivlina około 35 minut przed środową północą, że „udało mu się stworzyć rząd”.

W teorii tak jest. Kończą się rekordowe 12-letnie rządy Benjamina Netanjahu – przynajmniej teoretycznie.

Liderzy ośmiu partii Knesetu podpisali dokument, który został wysłany do Riwlina, potwierdzający, że to oni będą tworzyć nowy rząd. Jesz Atid (17 miejsc), Blue and White (8), Israel Bejtenu (7), Labor (7), Jamina (6 z 7 członków Knesetu), Nowa Nadzieja (6), Merec (6) i Ra'am (4) mają 61 miejsc w 120-osobowym Knesecie, co daje ich koalicji najmniejszą możliwą większość, ale jednak większość. (Lapid był tak podekscytowany, gdy dzwonił do prezydenta z Bennettem u boku, że najwyraźniej zapomniał o Israel Bejtenu, gdy wymieniał partie wchodzące w skład koalicji.)

Jednak planowany rząd musi jeszcze zdobyć zaufanie Knesetu, w głosowaniu, które odbędzie się dopiero za kilka dni. Sądząc po nadzwyczajnych zawiłościach, które towarzyszyły ostatnim kilkudniowym, trzymającym w napięciu negocjacjom w sprawie nowego rządu, proces uzyskania zgody Knesetu będzie wyjątkowo napięty. Można się spodziewać, że Netanjahu, który desperacko walczy o utrzymanie władzy, uczyni go tak trudnym, jak to tylko możliwe.

Planowana koalicja ustanawia jeden precedens, włączając do siebie Ra'am, pierwszą arabską partię w historii Izraela, która odegrała istotną rolę w potencjalnym tworzeniu koalicji rządzącej. Kolejnym precedensem jest zebranie najbardziej zróżnicowanej mieszanki partii politycznych, jakie kiedykolwiek planowały zasiadać w rządzie: Dwie z lewicy (Labor i Merec), dwie z centrum (Jesh Atid oraz Blue and White), trzy z prawicy (Jamina, Nowa Nadzieja i Israel Bejtenu) oraz konserwatywna islamska Ra'am.

Przy wszystkich pełnych dobrych intencji deklaracjach, że będzie to rząd „jedności”, poświęcony uzdrowieniu narodu, rząd, w którym wszyscy uczestnicy będą musieli zrezygnować z przynajmniej części swoich marzeń, a jednocześnie nie będą musieli przekraczać swoich ideologicznych czerwonych linii, czynnikiem jednoczącym jest przekonanie, że Netanjahu jest zły dla państwa Izrael. To nie powstrzymało jednak Netanjahu przed szukaniem słabych ogniw w partiach i z pewnością zwiększy on presję, szczególnie na ortodoksyjno-nacjonalistyczną Jaminę Bennetta.

Bennett, który jako pierwszy zostanie premierem (Lapid zastąpi go we wrześniu 2023 roku), stracił już jednego członka swojej siedmioosobowej frakcji, a świeżo upieczony członek Knesetu Amichaj Chikli oświadczył, że zagłosuje przeciwko koalicji. Inny członek Knessetu z partii Jamina, Nir Orbach, ma spotkać się z Bennettem w czwartek, rozważając pójście w ślady Chikliego. Trzeci, Idit Silman, również jest pod presją, by przeciwstawić się liderowi partii.

Jeśli chodzi o długoletnią współpracowniczkę Bennetta, Ajelet Szaked, to w ostatnich dniach przed środowym terminem wyraźnie zmagała się ze swoim politycznym sumieniem; wyglądało na to, że jej żądanie reprezentacji w komisji, która wybiera sędziów Izraela, w ciągu ostatnich dwóch dni rozmów może przekreślić całe przedsięwzięcie. Wejście do tego, co Netanjahu i jego jak dotąd całkowicie lojalny Likud uważa za lewicowy rząd, nie będzie łatwe dla Szaked, której dzieci są podobno obrażane w szkole, bliska przyjaciółkagłoduje przed domem, a ona sama, podobnie jak Bennett, jest przedmiotem zaciekłych ataków ze strony skrajnie prawicowych demonstrantów i prowokatorów w mediach społecznościowych.

Ponieważ rząd Bennetta-Lapida ma w najlepszym wypadku większość 61-59, każda pojedyncza porażka na rzecz obozu Netanjahu może go zniszczyć.

Mimo to, podczas gdy czterech z sześciu członków Knesetu ze Wspólnej Listy partii głównie arabskich zobowiązało się do przeciwstawienia się nowemu rządowi, ze względu na widoczność Bennetta i innych prawicowców, pozostali dwaj jeszcze nie sprecyzowali, jak będą głosować, i niewykluczone, że przyjdą nowemu rządowi na ratunek – albo i nie.

Chodzi o to, że podczas gdy Lapid ma większość rządzącą na papierze – w istocie, na tym samym papierze, który wysłał do Riwlina krótko przed północą – on i Bennett nie będą mieli rządu w praktyce, dopóki Kneset nie powie, że tak jest.

Oznacza to, że Netanjahu, który, jak się okazało w środę, był w częstym kontakcie z Mansourem Abbasem, aby przekonać przywódcę Ra'am do niełączenia sił z Lapidem, jest blisko krawędzi, ale jeszcze się nie poddał. Miał 28 dni przed Lapidem, aby spróbować zebrać większość, i nie udało mu się to – częściowo dlatego, że skrajnie prawicowy Sojusz Religijnego Syjonizmu, którego drogę do Knesetu utorował, odmówił współpracy z Ra'am. Nie powstrzyma go to jednak przed próbami aż do ostatniej chwili, by udaremnić najbardziej nieprawdopodobny sojusz, jaki kiedykolwiek powstał, by rządzić Izraelem – sojusz, który przecina linie ideologiczne, a jego głównym celem jest obalenie obecnego premiera.


Przywódca Jaminy Naftali Bennett i przywódca Jesz Atid Jair Lapid (źródło: The Times of Israel)

Jair Lapid i Naftali Bennett dzwonią do prezydenta Riwlina z wiadomością, że stworzyli koalicję:


Na podstawie: 
The Times of Israel - Lapid and Bennett have a coalition on paper, but Netanyahu will fight to the end

Artykuł źródłowy:

© | ePatmos.pl