OD KRZESZOWIC DO IZRAELA

ŚWIADECTWO OCALONEGO AWRAHAMA CARMI, CHŁOPCA PRZEMYCONEGO W PLECAKU

opracowanie: Kasia Śmiałkowska
publikacja: 01 maj 2020

Podczas uroczystych obchodów Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu zapalanych jest zwykle sześć pochodni. Robi to sześciu Ocalonych, opowiadając przy tym swoje historie.


(źródło: Yad Vashem - Holocaust Martyrs' and Heroes' Remembrance Day 2020)

Ze względu na pandemię tegoroczna ceremonia odbywała się bez publiczności [wideo: Yad Vashem - Holocaust Martyrs' and Heroes' Remembrance Day 2020], a jedną z tych wyróżnionych osób był Awraham Carmi z Krzeszowic.

Oto jego historia.

Awraham Carmi urodził się w Krzeszowicach w 1928 roku. Był jedynym dzieckiem Bezalela i Lei Stolbach.

„Kiedy wybuchła wojna, razem z mamą pojechaliśmy do Warszawy, gdzie mieszkaliśmy na cmentarzu z moim wujkiem, Awrahamem Mosze Posnerem, który zarządzał tym cmentarzem. Jego mieszkanie zostało zbombardowane i też nie miał gdzie się podziać, więc zamieszkał na cmentarzu”.

Awraham przez trzy lata mieszkał na cmentarzu z mamą, wujkiem i jego rodziną. Codziennie odbywało się tam 30-40 pogrzebów. Awraham świętował swoją Bar Micwę w cmentarnej synagodze; poczęstunek składał się z buraków i ziemniaków przygotowanych przez jego mamę.

„Tymczasem przyjechał ze Lwowa mój tato. Został złapany i pierwszym transportem, 9 dnia miesiąca Aw, został deportowany do Treblinki. Wujek Posner zatroszczył się, żebyśmy mieli kryjówkę – na wypadek, gdyby u bram cmentarza pojawili się Niemcy.

6 września, w pierwszy dzień Slichot, Niemcy ogłosili, żeby wszyscy Żydzi w getcie, których liczba została już do tamtego czasu zredukowana, stawili się na Placu Zamenhofa. Ktokolwiek zdołał ukryć się w bunkrze, pozostał na cmentarzu. Mojej mamie ani mnie się to nie udało, ani też cioci i wujkowi. Zostaliśmy więc zabrani do budynku Judenratu na Placu Zamenhofa.

Mój wujek, lekarz, oraz jego żona zostali zamordowani na zewnątrz bunkra.

Następnego dnia Niemcy ogłosili, że wszyscy znajdujący się w budynku mają wyjść na Umschlagplatz – z wyjątkiem pracowników cmentarza i kilku innych instytucji. Był tam pewien strażnik cmentarza, Mosze Gelbkrin: zabrał moją mamę, udając, że jest jego żoną, a mnie schował w plecaku. Tym sposobem nas uratował”.

Awraham i jego mama ukryli się w bunkrze w getcie z ciocią i wujkiem Posnerami. Zostali jednak złapani i wywiezieni do Majdanka.

„Po raz ostatni zobaczyliśmy mamę i ciocię, kiedy prowadzono je przez bramę Majdanka. Wujka i mnie wysłano do obozu w Budzyniu. Przeszliśmy potem wspólnie przez osiem dalszych obozów. Wujek nieustannie dodawał mi otuchy; trzymał mnie za rękę, dbał, żeby mi się nic nie stało, zawsze miał jakieś dobre słowo albo kawałek chleba. Utrzymał mnie przy życiu.

Cztery dni przed wyzwoleniem był już bardzo chory i wyczerpany. Pod sam koniec powiedział: «Abrasz – wyrecytuj modlitwę Szema». Odpowiedziałem wtedy: «Nie, zmówię modlitwę o aniele, który wyratował mnie od wszelkiego zła». Wujek przytaknął: «Masz rację. Tutaj pomóc nam mogą tylko aniołowie»– po czym zamknął oczy.

W Rosz HaSzana 1945 roku popłynąłem do Hajfy statkiem «Mataroa», skąd pojechałem do Mikwe Israel. Tam studiowałem przez dwa lata; byłem doradcą, nauczycielem, kierownikiem. Ożeniłem się z Riwką, a teraz mamy cały klan. I wszystko to z dziewczyny, która przeżyła Bergen-Belsen, oraz chłopaka mieszkającego na cmentarzu”.

Awraham walczył również w wojnie o niepodległość i został wzięty do niewoli przez Jordańczyków. Po uwolnieniu pracował w Szkole Rolniczej w Mikwe Israel oraz jako inspektor w Ministerstwie Edukacji. Wielokrotnie odwiedzał Polskę, by podzielić się tam swoim świadectwem.

Awraham i Riwka mają troje dzieci, dziewięcioro wnucząt i dwadzieścioro troje prawnucząt.

Artykuł źródłowy:

© | ePatmos.pl