Meylakh Sheykhet, świecki przywódca wspólnoty Turei Zehaw, otworzył ciężkie drewniane drzwi. Spieszył się, bo chociaż Księga Estery - megila - powinna być czytana o zachodzie słońca, jego wspólnota przeniosła jej czytanie na późne popołudnie, „ponieważ wszyscy chcą zdążyć do domu przed godziną policyjną”.
…
Turei Zahaw, pozbawiona rabina i odpowiedniego budynku, nie jest uważana za jedną z dwóch działających synagog w mieście, w którym przed II wojną światową znajdowało się ponad 100 obiektów sakralnych.
Turei Zahaw mieści się raczej w ruinach Złotej Róży, renesansowej synagogi, która była najstarszą synagogą we Lwowie, dopóki nie została zbezczeszczona i zniszczona przez nazistów w czasie Holokaustu.
Obecne sanktuarium to dawne wejście do synagogi, do którego przymocowano ścianę, by stworzyć szczelną przestrzeń. Obecnie wypełniają ją modlitewniki i judaika, a także materace i pudła z ubraniami podarowane ukraińskim uchodźcom, z których około tuzina śpi w tej przestrzeni modlitewnej każdego wieczoru.
Meylakh Sheykhet dorastał we Lwowie, a po krótkim pobycie w USA jest obecnie dyrektorem ds. Ukrainy w Związku Rad Żydów byłego Związku Radzieckiego. Do jego obowiązków należy m.in. lobbowanie u władz ukraińskich na rzecz odbudowy żydowskich obiektów historycznych, w tym Złotej Róży.
W środę wieczorem jego wspólnota liczyła pięciu członków, których pilnowało dwóch pracowników ochrony. “Jesteśmy tu cały czas” – powiedział jeden z nich.
Turei Zahaw ucierpiała zarówno z powodu asymilacji i imigracji do Izraela, jak i z powodu COVID-19, a teraz także wojny.
Przed pandemią Turei Zahaw szczyciło się „czterema minjanami dziennie” – powiedział Sheykhet, odnosząc się do żydowskiego kworum modlitewnego składającego się z 10 osób. Teraz nie jest w stanie zebrać jednego.
Społeczność, która pozostała, jest starsza. Wszyscy obecni na nabożeństwie purimowym byli co najmniej w średnim wieku i przyszli bez swoich rodzin. Chociaż Meylakh Sheykhet powiedział: „Planujemy znów mieć Bar Micwę”, na horyzoncie nie widać żadnych konkretnych planów.
Wraz z nadejściem wojny „wielu wyjechało do Izraela, aby się schronić i planowali wrócić. Ale możliwe, że nie wrócą. Zobaczą, że w Izraelu mają fajne życie i nie wrócą. Nie wiemy.”
„Wszyscy chcą, żebyśmy istnieli” – powiedział Meylakh Sheykhet, pociągając się za swoją długą, białą brodę. „Wszyscy [miejscowi] Żydzi – świeccy, religijni – cieszą się, że nasza społeczność istnieje.”
…
Meylakh Sheykhet, który dorastał na sowieckiej Ukrainie i nigdy nie interesował się studiami rabinackimi z obawy przed represjami reżimu, rozpoczyna powolny, metodyczny śpiew ze zwietrzałego pergaminowego zwoju.
W stylu jidysz wymawia hebrajską literę „taw” jako „s”, a w stylu uniwersalnym na wzmiankę o Hamanie razem ze wszystkimi wali pięścią w stół.
Po zakończeniu czytania megili Turei Zahaw zamienia swoje sanktuarium na noc w schronisko dla uchodźców, kończąc opowieść o wybawieniu z krawędzi zagłady i modląc się za swoich na Ukrainie.
„Proszę, Boże – mówi Meylakh – niech ta wojna się już skończy.”

Meylakh Sheykhet (źródło: The Times of Israel)

Ściany synagogi Turei Zahaw (źródło: The Times of Israel)
© | ePatmos.pl